Bycie rodzicem to jedno z najpiękniejszych, ale i najbardziej wymagających doświadczeń w życiu. Wiąże się z miłością, troską, odpowiedzialnością — ale też z wątpliwościami, zmęczeniem i… poczuciem winy. Wielu rodziców, z którymi pracuję, zadaje sobie pytania: „Czy robię to dobrze?”, „Czy nie skrzywdzę swojego dziecka?”, „Co jeśli popełniam błąd, którego nie da się cofnąć?”. Te pytania są zrozumiałe — i świadczą o zaangażowaniu. Ale warto przyjrzeć się im bliżej, z większą łagodnością.
Koncepcja „wystarczająco dobrego rodzica”
Brytyjski psychoanalityk Donald Winnicott już w latach 50. XX wieku pisał o tym, że dziecko nie potrzebuje „doskonałej matki” (czy — szerzej — doskonałego rodzica), lecz wystarczająco dobrego rodzica. Taka osoba nie unika błędów, nie zawsze reaguje idealnie, ale stara się być obecna, dostrajać do potrzeb dziecka i naprawiać relację wtedy, gdy coś pójdzie nie tak.
To podejście opiera się na założeniu, że dziecko nie rozwija się mimo trudności, ale właśnie dzięki nim — dzięki temu, że czasem doświadcza frustracji, drobnych zawodów, chwilowego niezrozumienia. Dzięki temu uczy się, że świat nie zawsze działa dokładnie tak, jakby sobie tego życzyło. I że relacje można naprawiać — że po łzie przychodzi przytulenie, po konflikcie — pojednanie.
Poczucie winy — znak miłości, nie porażki
Poczucie winy pojawia się u tych, którym zależy. Jeśli czasem je czujesz, to znaczy, że Twoje dziecko ma przy sobie kogoś, kto chce być dla niego dobry. Ale poczucie winy bywa też nadmierne — zżera od środka, osłabia i może utrudniać kontakt z dzieckiem. Zamiast podsycać w sobie myśl: „Znowu zawiodłem/-am”, spróbuj zamienić ją na: „Co mogę zrobić teraz, by być wystarczająco dobrym/-ą?”.
Nie chodzi o bezbłędność, ale o autentyczność i gotowość do bycia z dzieckiem również w trudnych emocjach — także w tych, które Ty czujesz.
Nie da się nie zranić
To może zabrzmieć zaskakująco, ale… nie da się wychować dziecka bez zranienia go na jakimś etapie. Może nieświadomie zignorujesz jego potrzebę. Może Twoje granice zderzą się z jego pragnieniami. Może Twój krzyk — który wybuchł w stresie — zostawi ślad. Ale to nie koniec historii.
Dziecko nie potrzebuje życia bez bólu. Potrzebuje kogoś, kto pomoże mu ten ból zrozumieć i przetrwać. Kto wróci po kłótni, kto przeprosi, kto nazwie to, co się stało. Właśnie w tych momentach — naprawy i autentycznego kontaktu — rodzi się coś najcenniejszego: bezpieczna więź.
Zatrzymaj się na chwilę
Jeśli więc jesteś rodzicem, który się martwi, który czasem czuje, że „psuje” swoje dziecko — zatrzymaj się. Spójrz na siebie z tej samej czułością, z jaką patrzysz na swoje dziecko, gdy ono płacze lub się złości. Ty też masz prawo nie być idealny/a. Masz prawo się mylić, krzyczeć, płakać. Masz prawo uczyć się rodzicielstwa dzień po dniu.
Być może to właśnie Twoja niedoskonałość nauczy Twoje dziecko, że miłość nie wymaga perfekcji.
ALE! – ważne:
Skąd wiadomo, że to „wystarczająco dobrze”, a nie za mało?
To pytanie często pojawia się w gabinecie, kiedy wspominam o koncepcie wystarczająco dobrego rodzica: „Skąd mam wiedzieć, że nie krzywdzę mojego dziecka?”, „Czy to, co robię, to jeszcze normalna niedoskonałość — czy już coś, co wymaga zmiany?”.
Nie ma jednej prostej odpowiedzi, ale są pewne kierunkowskazy.
Bycie „wystarczająco dobrym” rodzicem to nie to samo co bycie zawsze spokojnym, cierpliwym czy konsekwentnym. To raczej bycie gotowym do:
- zauważenia, że coś w relacji nie działa,
- refleksji nad sobą i swoim wpływem na dziecko,
- naprawy — rozmowy, przeprosin, zmiany zachowania.
Pewne trudności czy błędy są nieuniknione. Krzyk, zmęczenie, niedopasowanie, brak czasu — to wszystko się zdarza. Jeśli jednak dziecko ma doświadczenie, że rodzic wraca, tłumaczy, stara się i uczy się na błędach — to relacja się wzmacnia, a nie niszczy.
Moment, w którym warto się zatrzymać i poszukać pomocy, to sytuacja, gdy:
- dziecko regularnie doświadcza przemocy fizycznej lub psychicznej (krzyki, groźby, wyzwiska, zastraszanie),
- nie ma przestrzeni na jego emocje — są ignorowane, wyśmiewane lub karane,
- reakcje rodzica są nieproporcjonalne i nieprzewidywalne,
- dziecko zaczyna przejmować odpowiedzialność za emocje dorosłych („żeby mama nie była smutna”, „bo tata się zezłości”),
- rodzic ma poczucie, że „nic już nie działa” i zaczyna sięgać po coraz bardziej skrajne środki wychowawcze,
- w domu panuje chroniczny lęk, napięcie, obojętność lub brak kontaktu.
Kiedy to się dzieje – rodzic MUSI wziąć na siebie odpowiedzialność za zmianę w swoim sposobie reagowania, aby nie pogłębiać przemocowych zachowań oraz konsekwencji, jakie one mają dla dziecka.

