W ostatnich dniach strajk pracowników oświaty to jeden z najgorętszych tematów poruszanych w przestrzeni publicznej. Dzieje się tak, bo szkoła to coś, co dotyczy nas wszystkich - bez względu na rolę, którą mamy do odegrania; czy jesteśmy nauczycielami, specjalistami szkolnymi, rodzicami, absolwentami - każdy za nas ma za sobą doświadczenie tej realności. 

A doświadczenia są bardzo różne - dla jednych było to coś trudnego i doświadczyli traumy szkolnej, dla innych zupełnie zwyczajnego. Ot - trzeba było chodzić, to się chodziło; no może pamiętamy panią od chemii, która dużo krzyczała, albo Jasia, z którego śmiała się cała klasa i w zasadzie nie bardzo wiedzieliśmy dlaczego. Zdarzają się też tacy, którzy szkolne lata wspominają z uśmiechem na twarzy, jednak ta grupa wydaje się obecnie mniejszością. Czasem tak jest, że przez te różne, nie zawsze przyjemne wspomnienia, trudno nam wspierać tych, którzy występowali w roli mechanizmu szkolnej opresji; rozumieć ich perspektywę, obdarzać empatią, na którą przecież zasłużyli.

A co z psychologiem szkolnym?

Wiele osób nie wie na czym polega praca takiego specjalisty. Większość z nas nigdy z kimś takim nie miało do czynienia podczas własnej edukacji (w moim pokoleniu mało która szkoła zatrudniała psychologa), czy w trakcie towarzyszenia swoim pociechom w rozwoju i nauce. Ta rola jest ważna. Placówki oświatowe to najczęściej pierwsze miejsca, które zauważają odmienność dzieci, pojawiające się trudności emocjonalne. W tym specyficznym środowisku, w którym bez świadomego wyboru trzeba przynależeć do grupy - tu właśnie każdy z nas przechodził test zdolności adaptacyjnych do społeczeństwa - do naszej kultury i obowiązujących norm. 

Nie wszystkim się to udaje.

Dla wielu dzieciaków jest to tak trudne, że zupełnie się rozsypują. Potrzebują większego wsparcia, niż inni. Czasem chodzi o odmienność rozwojową, czasem o brak bezpiecznego przywiązania do rodziny, czasem ADHD, nieśmiałość... powody są bardzo różne. I bez względu na etiologię problemu: to nauczyciele i szkolni specjaliści są tymi osobami, które powinny rozpocząć pierwszą interwencję i wesprzeć rodziców w szukaniu odpowiedniej pomocy. W systemie oświatowym, który obecnie mamy - często jest to niemożliwe. A powody są bardzo różne: bo jeden psycholog na 800 uczniów, bo psychologa nie ma, nauczyciele nie mają odpowiedniego przygotowania i procedur reagowania w trudnych sytuacjach szkolnych, poradnie psychologiczno - pedagogiczne, przeładowane zgłoszeniami, nie są w stanie udzielić odpowiedniego wsparcia innym placówkom, nie ma czasu i przestrzeni na pracę z rodziną, pensje powodują jedynie frustrację i poczucie ogromnego niedocenienia. 

To wszystko, ta cała szkolna realność - jest trudna. Trudna nie tylko dla uczniów. Jest wielu nauczycieli, którzy wykonują swój zawód z pasji do uczenia, jest w nich wielka żarliwość i autentyczne poczucie misji rozwijania młodych umysłów, wspierania ich w spełnianiu marzeń. Każdy ogień potrzebuje jednak jakiegoś paliwa i odpowiednich warunków. A to się w naszym kraju powoli kończy.

Nie straćmy z oczu problemów dzieci i młodzieży.

Nie dopuśćmy do sytuacji, w której jedynym miejscem, które mogłoby pomóc dzieciom jest oddział psychiatryczny. Takich oddziałów już prawie nie ma. Zostaniemy bez pomocy.

Bardzo proszę o wsparcie i zrozumienie, w imieniu wszystkich tych, którym zależy na przyszłości tak niezwykle ważnego miejsca, jakim jest szkoła.